Miejsce Pamięci i Przestrogi Ravensbrück 22.05.-25.05.2026 r.
Historii nie da się zmazać. Możemy zniszczyć jej świadectwa materialne, ale pamięć jest niezniszczalna. Wierzę, że świat nie zapomni wydarzeń z okresu II wojny światowej.
Finaliści XII Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego „W kręgu poezji i prozy lagrowej więźniarek KL Ravensbrück” im. Wandy Półtawskiej od 22 do 25 maja 2026 r. mogli uczestniczyć w edukacyjnym wyjeździe do Miejsca Pamięci i Przestrogi Ravensbrück w Niemczech. Czułam zaszczyt, że mogę wśród nich być, ale też strach. Obóz koncentracyjny Ravensbrück był jednym z najbardziej brutalnych obozów dla kobiet. Więźniarki były tam poddawane katorżniczej pracy, eksperymentom medycznym, cierpiały głód, choroby, bestialsko je mordowano.
Po przyjeździe i zakwaterowaniu w hostelu spotkaliśmy się pod Totengang. To jedno z miejsc egzekucji. Tam złożyliśmy kwiaty i znicze. Wspólnie odśpiewaliśmy hymn Polski i pomodliliśmy się. Wyjątkowym momentem było to, gdy ksiądz polecił nam złapać się za ręce. Utworzyliśmy półokrąg i odśpiewaliśmy pieśń o Maryi. Więźniarki marzyły o tym, by uczestniczyć w mszach świętych. Niestety, było to niemożliwe. Dlatego podczas naszego wyjazdu odbywały się one pod Totengang.
Po tym ruszyliśmy pod pomnik, wzniesiony ku czci ofiar z Ravensbrück. Powstał on w 1959 r. i jest dziełem Willa Lammerta. Pomnik przedstawia kobietę, która niesie w dłoniach wycieńczoną więźniarkę. Możemy to zinterpretować jako chęć ukazania światu okrucieństwa, jakiego dopuszczono się w tym miejscu. Jest zlokalizowany naprzeciw jeziora Schwedt i miasta Fürstenberg. Jezioro dawniej było większe. Rozsypywano w nim ludzkie prochy. Do dziś znajdują się w nim szczątki ofiar, które nie uległy całkowitemu spaleniu w krematorium. Teren, po którym stąpaliśmy, był cmentarzem. Pod murem umieszczono zbiorową mogiłę, pełną zasadzonych róż. Na tablicy pamiątkowej wypisano 20 państw, z których pochodziły więźniarki. Widnieje tam również Polska.
W sobotę zwiedziliśmy cmentarz w Früstenbergu. Serce zabiło mi mocniej, gdy ujrzałem grób niemowlęcia. Zdarzało się, że kobieta rodziła w obozie. Jednak ze względu na warunki, maluchy często nie dożywały nawet czterech miesięcy. Następnie zorganizowano dla nas zajęcia. Jedną z prac więźniarek było podawanie ciężkich i ostrych cegieł. Kiedy więźniarka nie przerzuciła jej dalej lub robiła to za wolno, często w jej łydkę lub nadgarstki wgryzał się esesmański wilczur. Pan Michał Neumann przyniósł trzy takie cegły. Raniły one dłonie więźniarek, dlatego często budulec ociekał krwią. Polecono nam się ustawić w kółku. Szybko podawaliśmy sobie cegły, by przekonać się, jak mordercza była ta praca.
Zwiedziliśmy komendanturę obozu, dom strażniczek - aufzjerek oraz dom komendanta. We wszystkich tych miejscach informacje były w języku niemieckim lub angielskim. Dowiedziałam się, że komendant wychowywał tu swoje dzieci. Członków jego rodziny zapytano w późniejszych latach, czy pamiętają niedaleki obóz. Zakrywały go drzewa, więc odpowiedzieli, że nie.
Dalej uczestniczyliśmy w trzech wykładach: pani Marii Lorens, pana Pawła Woźniaka i pana Michała Neumanna. Zapamiętałam zdanie: „Godność człowieka nie mieści się tylko za jego życia, ale też po śmierci”. Dlatego współcześnie bronimy prawdy i godnego upamiętnienia ludzi, którzy się tutaj znaleźli. Na koniec każdy z nas otrzymał zadanie domowe. Zarówno recytatorom, jak i opiekunom polecono napisać dwa listy - z perspektywy więźniarek oraz człowieka XXI wieku.
Po kolacji spotkaliśmy się pod Totengang. Chwyciliśmy róże specjalnego gatunku i rzuciliśmy je do jeziora. A potem zwiedziliśmy pozostałości po fabryce Siemensa. Więźniarki wytwarzały tam drobne elementy do samolotów. Przez resztę wieczoru odrabiałam lekcję. Pomimo tego, że miałam już dużą wiedzę o Ravensbrück, dalej było mi trudno poczuć się jak więźniarka. Wydawało mi się to niemożliwe, ponieważ koszmarne warunki życia w obozie przerastały moje pojęcie. Z drugiej strony, nie wiedziałam, co mogłabym przekazać więźniarkom. Chyba jedynie przeprosiny za to, co je spotkało.
W niedzielę poznaliśmy obóz od środka. Krocząc po czarnym żwirze, zaczęłam rozumieć, gdzie jestem. Państwo niemieckie po II wojnie światowej usunęło większość pomieszczeń, jakie tworzyły kiedyś to miejsce. Po drewnianych barakach zostały tylko zagłębienia. Zwiedziliśmy szwalnie. Dzięki pani Marii Lorens i pani Ewelinie Małachowskiej mogliśmy wyobrazić sobie, jak ciężka była tu praca. Rozmawialiśmy o sabotażu, jakiego dokonywały odważne kobiety, np. szyły materiały tak, aby przy nieuważnym ruchu odzież się podarła.
Na koniec pobytu w obozie pozwolono nam obejrzeć krematorium. Weszliśmy do niego w milczeniu. Wtedy ujrzałam trzy piece krematoryjne. Wszyscy stanęliśmy przed nimi w kompletnej ciszy. Nie potrafiłam powstrzymać łez. Wyszłam z tego miejsca jako inny człowiek.
Tego dnia, po wysłuchaniu wykładu pana Marka Gadowicza, rozmawialiśmy o tym, co czujemy, o czym myślimy i jakie wartości powinniśmy dalej kultywować, aby nie dopuścić do zatoczenia koła wydarzeń, jakie miały tu miejsce. Wiemy, że jeżeli jako ludzkość nie odrobimy zadań domowych z historii, to los je powtórzy.
Podczas wizyty w muzeum złożyliśmy bardzo dużo kwiatów. Także przy ołowianej tablicy pamiątkowej, o którą walczyły kobiety, które ocalały, w tym Wanda Półtawska. Wieczorem uroczyście się pożegnaliśmy.
Chciałabym podziękować organizatorom Konkursu za ten wyjazd. Nauczyłam się, że pokój nie jest dany raz na zawsze i że warto o niego dbać. Przede wszystkim reagować na zło oraz bronić prawdy. Wartością najwyższą jest ludzkie życie. Jest ono cenne bez względu na narodowość, poglądy, wygląd czy religijne wyznanie. Jeżeli będziemy krzewić w sercach tę wartość, może nie powtórzymy błędów naszych przodków, którzy o tym zapomnieli.
Emilia Mehmedov


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!