browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Wielki świat – przepraszam, czy tu wolne?

 

Twardy sen przerywa budzik. O nie,  5.45, pobudka, znów to samo: prysznic, śniadanie, kurtka i drugie śniadanie lądujące w mojej torbie. Pędzę na autobus, który nigdy nie przyjeżdża na czas. Tak po prostu. Ma w zwyczaju przyjeżdżać piętnaście minut prędzej, albo spóźniać się w nieskończoność. To właśnie Radlice – moja mała ojczyzna, jeden jedyny autobus rano i po południu, więc nie mam wyboru, to ja muszę dostosowywać się do niego. Już nie pierwszy raz biegnę na przystanek, ale dziś to wyjątkowa sytuacja, przecież nie mogę się spóźnić, przecież dziś jedziemy do Szczecina na „Salon Maturzysty”.

Wybiegam zza rogu i co widzę? Rozwrzeszczane dzieciaki czekające na autobus do szkoły, uff…, zdążyłam, tym razem 1:0 dla mnie. Po paru minutach nadjeżdża, pełno ludzi. Wchodzę, poszukuję wolnego miejsca, i w końcu zauważam jedno niezajęte. Jestem szczęśliwa, bo godzinna podróż, podczas której cały czas muszę stać, nie należy do przyjemności. Przepycham się w stronę mojego wymarzonego miejsca, jestem już tuż tuż, gdy nagle przystanek, a do autobusu wchodzi może około dwunastoletni  chłopiec i wskakuje na krzesełko z prędkością światła. Myślę: historia lubi się powtarzać, codziennie rano to samo. Właśnie codziennie, a w dodatku już od około dwunastu lat. Czy mnie to denerwuje? Już nie, zdążyłam się przyzwyczaić.

Może wyglądam jak skromna, bojąca się świata dziewczyna. Dla wielu jestem tą, która opuszcza swoją miejscowość tylko wtedy, gdy musi. Stereotypy, otóż to, stereotypy. Dziewczyna ze wsi i od razu pojawia się schemat: cicha, nieznająca świata, nie interesująca się niczym innym poza swoją miejscowością i tym, co się w niej dzieje. Hmm, chwila, ja odbiegam od tego schematu, ale nikogo nie uświadamiam, że tak jest.  To, że nie kłócę się o miejsce w autobusie, nie oznacza, że nie mam łokci.

Dojeżdżam do szkoły trochę zmęczona, jednak mam czas, by odpocząć. Do wyjazdu jeszcze chwilka, więc siadam w ławce szkolnej i czekam na kolejny autobus, ale tym razem zupełnie inny. Na autobus, który zawiezie mnie do innego świata, chyba tego „wielkiego”.

Gdy jestem już w autokarze, czuję się trochę nieswojo. Jak to? Mam swoje miejsce w pojeździe. Jest mi tak wygodnie, że na moment zasypiam. Cała podróż jest dla mnie snem, ale czegoś bliskiego mi brakuje. Już wiem! Nie trzęsie, co jest wynikiem tego, że autokar porusza się po asfalcie. Droga do mojej miejscowości jest brukowa, więc nie ma szans na jakąkolwiek drzemkę. Czasem, jadąc tą drogą, mam wrażenie, że czas stanął w miejscu, że to nie dwudziesty pierwszy wiek i brakuje jedynie ruskich czołgów.

W końcu Szczecin. Już wjeżdżając wiedziałam, że jestem w innym świecie. Wszędzie auta, tłumy ludzi – to robi wrażenie. Czy aby na pewno znajduję się w odpowiednim czasie i miejscu? Ja, wiejska dziewczyna? Co ja tu robię? Przez chwilę w myślach zadaję sobie te pytania. Te wszystkie kolorowe plakaty, billboardy, ogromnej wielkości centra handlowe to elementy tego świata, w którym nigdy nie funkcjonowałam. Moja wieś jest mała, jestem w stanie zobaczyć jej początek i koniec, stojąc w jednym miejscu, a tu nie jestem w stanie zobaczyć nawet końca jednej ulicy. Co więcej, Radlice to po prostu Radlice, nie ma ulic, więc nie ma problemu, a tu jakaś Krakowska, Cukrowa, Wojska Polskiego i sto innych, których nazwy bezwiednie czytam. Nie byłabym w stanie zapamiętać nawet połowy z nich. Ale cóż, wysiadam z autokaru i idę w stronę budynku Uniwersytetu. Zaczynam się po cichu śmiać, gdy widzę co chwilę jadący autobus, naliczyłam ich chyba z dziesięć w ciągu pięciu minut.

Na „Salonie Maturzysty” tłok. Tylu ludzi mnie otacza, chodzą tu i tam, trzymają w ręce pęki ulotek, więc i ja zaczynam robić to samo. Czy ich naśladuję? Nie wiem, ale przecież dla mnie to nowość. Okazuje się, że doskonale odnajduję się w tym miejscu. Wrażenie, że wszyscy wiedzą, że jestem z małej miejscowości, znika. Na pewno przezwyciężyłam strach i tę niepewność, która we mnie tkwiła. Ludzie rozmawiają ze mną, kompletnie nie zwracając uwagi na to, skąd jestem. Może nawet się nie domyślają. Wkradła się tutaj anonimowość, która, o dziwo, podoba mi się. A jednak się zastanawiam. Wszyscy patrzą – źle, nikt nie zwraca uwagi – też niedobrze. Cały czas rozmyślam nad tym, który świat jest prawdziwy: czy ten, który zobaczyłam w Szczecinie, czy ten z moich marzeń. Mam ze sobą problem. Marzycielka twardo stąpająca po ziemi, ale do tej pory stąpająca tylko po tej swojej „wiejskiej ziemi”. Myślę, marzę, marzę, myślę, i próbuję oddzielić fantazję od faktów. Halo, Marika! Wracaj na ziemię – podpowiada mi mój rozum. Czy odnajdę się w realnym, cały czas pędzącym do przodu, świecie? Taka prosta dziewczyna jak ja przecież w jednej sekundzie może zniknąć w tłumie. Koniec marzycielko, puk, puk, tutaj rzeczywistość. Wpuszczam ją, choć ciśnie mi się na usta moje odwieczne pytanie: „Przepraszam, czy tu wolne?”- ale nie wiem, czy ktoś mnie usłyszy.

 Marika Korecka IIILOa

Fotoreportaż Mariki: