browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Mistrzami jesteśmy od święta…

Opublikowano przez 17 kwietnia 2014 Komentarzy (0)

5 kwietnia 2014 r. w hali sportowej Zespołu Szkół Nr 2 im. Noblistów Polskich w Choszcznie odbyły się XVI Mistrzostwa Polski Pracowników Oświaty w Badmintonie. Nasi nauczyciele wychowania fizycznego zdobyli laury – pan Tomasz Płonka wywalczył tytuł mistrza Polski, a pani Aneta Tuszyńska–Parol – wicemistrza. Wieści o uczniach wśród uczniów rozchodzą się szybko – podopieczny mistrzów, Mateusz Pierzyński z IIILOs zgarnia trofea na imprezach ogólnopolskich, o czym wiedzą wszyscy koledzy i nie tylko koledzy, ale o sukcesach nauczycieli wie się mniej. To przecież tylko… nauczyciele. Dlatego też dziewczyny z ILOa w składzie: Karolina Czerwińska, Daria Domagalska oraz Kamila Król trochę potrenowały, żeby zasięgnąć języka i przeprowadziły wywiad.

Aneta i Tomek

Kamila Król: Badminton jest jednym z najszybszych sportów świata, wymaga żelaznej kondycji. Czy organizm nie odmawia posłuszeństwa?

Aneta Tuszyńska-Parol: U kochana…

Tomasz Płonka: Idzie się zmęczyć.

A.T.-P.: Mocno się zmęczyć. Trzeba mieć kondycję i nawet jeśli ją ktoś ma, uprawia zupełnie inny sport i wychodzi na boisko, to idzie się „zajechać” strasznie.

T.P.: Ja po meczu finałowym schodziłem na czworakach. Wyjechałem się na maksa.

Karolina Czerwińska: Jakie warunki fizyczne powinien mieć badmintonista?

T.P.: Nie ma określonych cech budowy ciała. Trzeba być sprawnym człowiekiem.

A.T.-P.: Szybkim…

T.P.: Szybkim.

A.T.-P.: Wytrzymałym…

T.P.: Z dobrą orientacją przestrzenną i niezmiernie wytrwałym – to wszystko.

A.T.-P.: I myślącym.

T.P.: Tak – i myślącym.

Daria Domagalska: Od ilu lat grają Państwo w badmintona? Tyle samo, ile ma teraz Mateusz Pierzyński, czy mniej?

A.T.-P.: No nie, zdecydowanie mniej. Zdecydowanie mniej, ja zaczęłam swoją przygodę… kiedy?

T.P.: Jak dostaliśmy halę.

A.T.-P.: Tak, czyli 4 lata temu. I dwa lata ostatnie miałam przerwę z różnych względów, że tak powiem. I po dwóch latach na mistrzostwach zadebiutowałam po raz kolejny [śmiech]. A pan Tomek uhuhu…

T.P.: Ja trochę dłużej. Swoją przygodę z badmintonem rozpocząłem… Jezu, tak długo ludzie nie żyją, nie? W wieku chyba 16 lat…

A.T.-P.: [szeptem] Bardzo dawno temu…

T.P.: Bardzo dawno temu. Grałem, mocno trenowałem, bardzo mocno, a później utrzymywałem jako taki kontakt z grą. Dzięki panu Maćkowi Żołnierzowowi i Mateuszowi (Pierzyńskiemu – przyp.red.), z którym spędzam trochę czasu na korcie, znowu powróciłem, i tak staram się mimo złego stanu zdrowia gonić go.

K.K.: Jak Państwo myślą, czy Mateusz Pierzyński z klasy IIILOs, który jest szkolony przez pana Tomasza, ma szansę odnieść sukcesy na miarę tych, które Państwo osiągnęliście?

A.T.-P.: Zdecydowanie tak. Mateusz już nas wszystkich tu – znaczy, ja powiem za siebie – co prawda nie grałam z nim ostatnio… Tak jak wcześniej wspomniałam, 2 lata nie grałam w ogóle, nie trzymałam rakiety w dłoni. Ale jak przed tym okresem Mateusz zaczynał, to bardzo szybko mnie dogonił, a wręcz nawet przegonił. Jest bardzo sprawny. Bardzo szybko złapał bakcyla. W tej chwili jest, śmiem twierdzić, na dużo wyższym poziomie ode mnie.

T.P.: [cisza]… Przychylam się. [śmiech] Nie, a tak poważnie mówiąc, to tak jak pani Aneta powiedziała – to jest ogólnie bardzo sprawny człowiek. Dla mnie jest to fenomen sportowy dlatego, że jest w stanie się odnaleźć w każdej dyscyplinie sportowej. A jego takie dodatkowe cechy, jakimi są niewątpliwie upór i konsekwencja, są naprawdę bardzo dobrym prognostykiem, żeby był bardzo dobrym zawodnikiem.

K.Cz.: Ostatnio otrzymali Państwo tytuły mistrza i wicemistrza Polski. Czy to były pierwsze tak poważne osiągnięcia? Czy na Państwa kontach są również inne tytuły?

A.T.-P. Jeśli o mnie chodzi, to nie. To jest mój trzeci tytuł, ale za każdym razem zostaję na tym samym poziomie [śmiech]. Trzeci tytuł wicemistrza Polski. W innych turniejach organizowanych w Choszcznie bywało różnie. Tam jednak przyjeżdżają ludzie grający już wiele, wiele lat i grający w klubach i ligach, więc niespecjalnie miałam jakieś osiągnięcia. Ale jeśli chodzi o Mistrzostwa Polski Pracowników, kiedyś Nauczycieli i Pracowników Oświaty, w tej chwili tylko Pracowników Oświaty, to jest to mój trzeci tytuł wicemistrza Polski. Zarówno w singlu, jak i w deblu. W deblu kiedyś miałam trzecie miejsce, w tej chwili drugie.

T.P.: Jeśli chodzi o mnie, to nie był to mój pierwszy tytuł. Ostatnio już tradycyjnie kolekcjonowałem tytuły mistrzowskie z panem Maćkiem Żołnierzowem w grze deblowej. Natomiast w tym roku udało mi się po dłuższej, dłuższej przerwie uzyskać tytuł mistrza w klasyfikacji indywidualnej, co mnie bardzo, bardzo cieszy. Po wygranym pojedynku cieszyłem się jak dzieciak dlatego, że było to dla mnie spore osiągniecie. Pokonałem swoje słabości związane z różnymi kontuzjami, wiekiem i niewątpliwą tuszą. W związku z czym cieszy mnie to bardzo, ale nie jest to mój pierwszy tytuł. Kolekcjonuję te tytuły, staram się być cały czas na topie i grać najlepiej, jak tylko potrafię.

Tomasz Płonka

D.D.: Czy przychodzi Państwu do głowy taka myśl: „Jestem najlepszy/a”, gdy odnosicie sukcesy? Jeśli nie, to co dzieje się w Państwa głowach po osiągnięciu sukcesów? Jakie emocje temu towarzyszą?

A.T.-P.: Nigdy nie przyszła mi do głowy myśl, że jestem najlepsza. Tym bardziej z prostego względu – trzeci czy czwarty mój występ na mistrzostwach Polski w badmintonie i, tak, jak wspomniałam wcześniej, trzeci raz jest to wicemistrzostwo Polski. Zawsze zostaje w głowie: A co mogłam zrobić lepiej? A jak mogłam zagrać lepiej? Czy mogłam pomyśleć bardziej? Czy mogłam się bardziej przyłożyć? Czy więcej trenować? Bo nigdy jednak nie otrzymałam tego tytułu mistrza i sądzę, że nigdy go nie osiągnę [śmiech].

T.P.: Oj tam oj tam…

A.T.-P.: Bo ostatnio no opuściłam się, tak? Nie będę tu dużo ukrywać. Aczkolwiek tak, są momenty, kiedy stoi się na korcie i myśli: dam radę . Przychodzi chwila załamania, ale mobilizujemy się wtedy i mówimy: Dam radę. Kto jak kto, ja nie dam rady? Dam radę, pewnie, że dam radę, nie? Zawsze mi tam troszeczkę do tego mistrza brakuje, mam nadzieję, że kiedyś… może w wieku 40 lat zdobędę.

T.P.: Ale to dopiero za 20 lat Aneta…

A.T.-P.: Ale muszę jeść więcej snickersów, tak? Bo pan Tomek je codziennie snickersy i tu mu rośnie [wskazuje na brzuch], a tu mu pomaga [głowa]. To ja też będę jeść więcej snickersów [śmiech].

T.P.: Słuchaj, im więcej jem snickersów, tym mniej gwiazdorzę. Co czuje człowiek, jak to ugra? Nie będę tutaj skromny. Powiem, że się bardzo cieszę, jestem szczęśliwym człowiekiem, jeśli uda mi się to osiągnąć. Wiem, że zrobiłem wszystko. Po ostatnim finale wiedziałem, że dałem z siebie wszystko. Na tyle, że gdybym grał jedną lotkę dłużej, po prostu powiedziałbym: Nie gram. Pasuje. Jestem wykończony. Zawieźcie mnie do szpitala. Tak że grałem z siebie to, co mogłem, najwięcej, najmocniej i tyle, ile mogłem z siebie dać. A szczęśliwość jest niesamowicie duża.

A.T.-P.: Fakt. Powiem Wam, że generalnie człowiek bardziej się męczy przy grze pojedynczej, tak? Czyli w singlu. Uwierzcie mi dziewczyny, że na tych mistrzostwach tyle, co grałam w badmintona czy nawet na treningach, czy gdzieś tam na różnych turniejach, nigdy w życiu się tak nie zmęczyłam jak w grze deblowej. Grałam z dziewczyną z Pyrzyc – panią Justyną, która pierwszy raz w życiu grała w debla. Ona grała tylko single. Pierwszy raz w życiu! Więc proszę się zapytać pana Tomka, jak wyglądałam po drugim czy trzecim meczu z rzędu, kiedy musiałyśmy rozegrać trzy sety. Kiedy ja już po prostu w pewnym momencie miałam mroczki przed oczami, nie wiedziałam jak się nazywam. Moja koleżanka…

T.P.: Potwierdzam.

A.T.-P.: … stała na środku, a ja biegałam w kółko z tej albo z tej strony, bo wiedziałam, że jak ja tego nie ugram, to po prostu nie ugramy. Więc w takich momentach, właśnie kiedy gdzieś góra już zakłada, że moje przeciwniczki wygrają i to one będą stały na drugim miejscu podium, a tutaj dochodzi do sytuacji, kiedy jednak jest odwrotnie i my wygrywamy 3:1. Wtedy euforia buduje [śmiech], i człowiek wskakuje na nowo na jakąś tam adrenalinę i emocje, co prawda mija te 5 – 10 minut, kiedy siadam i już znowu nie mam siły wstać z ławki, ale wtedy są w głowie różne myśli, a przede wszystkim duża, duża euforia i duże, duże szczęście. Tym bardziej, że w tym roku towarzyszyły nam córki. Pana Tomka i moja córka była, więc ten doping dziecka takiego małego…

T.P.: Osoby najbliższej.

A.T.-P.: … które krzyczy: Mama, mama, dasz radę! To już w ogóle mobilizuje nas do większej walki. Wyciągamy wtedy już…

T.P.: Wszystko.

A.T.-P.: …naprawdę wszystko, co możliwe z siebie, żeby sprawić radość sobie i dzieciakom. Towarzyszy nam tutaj od lat pan Wiesław Drewicz, który mocno, mocno w nas wierzy i zawsze na nas liczy. A my staramy się go nie zawieść. To jest taki prekursor tutaj w Choszcznie.

T.P.: A temu człowiekowi zawdzięczam to, że teraz jestem tu, gdzie jestem. To on mnie zaraził tym sportem. Ja nie byłem grzecznym człowiekiem, a pan Drewicz był moim nauczycielem i trenerem. To on mówił: Ty będziesz młody grał w badmintona. No i jak powiedział, tak się stało. W każdym razie skutecznie na kilkanaście lat mojego życia zapewnił mi rozrywkę, treningi, to, że mogłem pojeździć po Polsce, po świecie – pooglądać z racji tego, że byłem zawodnikiem. A mówię tak, jak pani Aneta powiedziała, sytuacja turniejowa jest zawsze inna od tej, którą mamy na co dzień. Od sytuacji treningowej, kiedy staramy się, gramy, męczymy się, pocimy, ale na drugi dzień możemy chodzić. Natomiast po turniejach ja mam problem z tym, żeby wstać z łóżka, a dwa tygodnie po takim turnieju zwykle leczę kontuzje, żeby w miarę być normalnie sprawnym człowiekiem. Tak że mówię, że daliśmy z siebie 180% swoich własnych możliwości .

A.T.-P.: Co nie znaczy, że nigdy nie może być lepiej, nie?

T.P.: Oczywiście.

[wspólny śmiech]

Dziewczyny: Dziękujemy bardzo za wywiad i życzymy dalszych mistrzowskich sukcesów!

Obszerne relacje z Mistrzostw Polski Pracowników Oświaty w Badmintonie znajdziemy na stronach:

Komentarze są wyłączone.