browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Przysiąść fałdów nad polszczyzną

Posted by on 23 lutego 2013

„Nauka języka ojczystego a edukacja włączająca” – to ustanowione przez UNESCO hasło tegorocznych obchodów Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Hasło ma zachęcać poszczególne kraje do nauczania języków ojczystych oraz promowania edukacji w tych językach.

Święto zostało ustanowione przez UNESCO 17 listopada 1999 roku. Data ta upamiętnia wydarzenia, które miały miejsce w Bangladeszu, gdzie w 1952 roku  podczas jednej z demonstracji zginęło pięciu studentów. Domagano się w niej nadania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego. Od 1950 r. zaniknęło już na świecie w sumie ponad 250 języków. Inicjatywa ma za zadanie dopomóc w ochronie różnorodności językowej jako dziedzictwa kulturowego.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego postanowiło również uhonorować Starostwo Powiatowe w Choszcznie i 21.02.2013 roku zorganizowało I Powiatowe Dyktando pod patronatem Starosty Choszczeńskiego. Zwyciężyli najlepsi, a różnice pomiędzy nimi były iście aptekarskie: mały przecinek, jakaś literka. I miejsce zajął pan Damian Mazurczak, II miejsce przypadło pani Barbarze Ciecierskiej – dyrektor Zespołu Szkół Nr 2 w Choszcznie, III miejsce zajęła pani Wiesława Gruszczyńska – radna Rady Gminy w Krzęcinie. Miejsca w pierwszej piątce zajęli również pan Stefan Szemlij – były dyrektor naszej szkoły, obecnie radny Rady Miejskiej w Choszcznie oraz Starosta Powiatu Choszczeńskiego, pan Lesław Śliżewski. Cieszą szczególnie osiągnięcia naszych nauczycieli, ale wszystkim serdecznie gratulujemy odwagi i sukcesu.

Autorką ortograficznych „tortur” była nauczycielka języka polskiego z naszej szkoły, pani Agnieszka Kasperczuk, która wzięła również udział w pracach komisji sprawdzającej poprawność dyktand. Obok pani Agnieszka Kasperczuk w jury zasiadały: pani Beata Staruch i pani Agnieszka Szuba – nauczycielki języka polskiego z Zespołu Szkół Nr 1 w Choszcznie, która to szkoła otwarła swe gościnne podwoje dla wszystkich śmiałków.

A oto treść dyktanda, z którym zmagali się uczestnicy:

W dżdżyste popołudnie pan Hipolit Wilhelm Szczeżuja, cherlawy hipochondryk mieszkający na obrzeżach Choszczna, niemrawo zmierzał w stronę gmachu Zespołu Szkół Nr 1. Czuł do siebie obrzydzenie, bowiem jego zrzędliwy wicedyrektor, Ambroży Żyto z domu Rzepka, właściciel chaotycznie porośniętej chaszczami hacjendy w Chochołowie, niekwestionowana gwiazda okolicznej bohemy artystycznej, bożyszcze tłumów i wierszokleta popisujący się umiejętnością gry na gitarze hawajskiej, wydał mu rozkaz uczestnictwa w rzezi, czyli dyktandzie przygotowanym przez Starostwo Powiatowe w Choszcznie, przy zapewne euforycznym współudziale jakiejś nawiedzonej polonistki, według której słowa: „gżegżółka”, „rzeżucha” i „Szczebrzeszyn”, porażają swą banalną prostotą. No cóż, w końcu ktoś musi bronić honoru wicedyrektora i firmy! A dlaczego czuł do swojej persony lekki niesmak? Bowiem pan Szczeżuja dał się swemu charyzmatycznemu przełożonemu, który nie odróżnia pisowni słów „naprawdę” od „na pewno”, najzwyczajniej w świecie przekupić! Po wzięciu udziału w dyktandzie, na konto pana Hipolita wpłynie premia, za którą będzie mógł kupić rasowego charta afgańskiego, a współmałżonce Racheli pierścionek z heliodorem.

Pan Szczeżuja truchtał więc mokrym trotuarem i zastanawiał się nad tym, jakież to tortury ortograficzne zgotowano choszczeńskim prominentom. Nieco obawiał się, iż jego honor zostanie niechybnie zbrukany. Pocieszał się jedynie tym, że rzekomo organizatorzy tego niecnego procederu nie będą nieszczęśnikom wypalali niczego na czole rozżarzonym żelazem, nie zakują w dyby odzianych jedynie w barchanowy podkoszulek oraz nie podkują hufnalami. Optymistycznie nastrajał go też fakt, że za zdobycie pierwszego miejsca Starostwo Powiatowe w Choszcznie miało ufundować mistrzowi ortografii dwutygodniowe wczasy w Hongkongu. Więc może rzeczywiście opłacało się wypić hektolitry espresso, studiować przez trzy noce słowniki i przemierzać strony internetowe w poszukiwaniu arcytrudnych wyrazów…

 

Komentarze są wyłączone.